W niedzielę, 20 września w grupie ponad czterdziestu Koleżanek i Kolegów członków
i przyjaciół naszego Koła wybraliśmy się do Warszawy, a dokładniej do Teatru Muzycznego
Roma na musical pt. „Wicked”. Pojechaliśmy specjalnie wynajętym autokarem, który po
drodze zbierał uczestników z Sępólna Krajeńskiego, Tucholi, Bydgoszczy i Włocławka.
Pogoda w tym dniu szczególnie dopisała, było słonecznie, a temperatura powietrza w
Warszawie przekraczała 27 stopni. Zaparkowaliśmy na parkingu pod Pałacem Kultury, skąd
przejście spacerkiem na ul. Nowogrodzką 49, gdzie mieści się teatr zajęło nam tylko
kilkanaście minut. Starczyło więc czasu by w cieniu parasoli licznych restauracyjnych
ogródków usiąść przy by szklance lemoniady, piwa czy pucharków lodowych „pogadać” na
wszelkie interesujące nas tematy.
Fabuła musicalu, którego pełen tytuł brzmi „Wicked – Życie i czasy Złej Czarownicy
z Zachodu” oparta na powieści Gregory’ego Maguire’a zainspirowana została książką Franka
Baumana pt. „Czarnoksiężnik z Krainy Oz”. Musical opowiada historię, która dzieje się
jeszcze przed wydarzeniami opisanymi w książce, a jego osią jest przyjaźń między dwiema
młodymi kobietami: Elfabą, która później będzie znana jako Zła Czarownica z Zachodu i
Glindą, która zasłynie jako Dobra Czarownica z Północy. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że
musical ten jest jedynie muzyczną bajką dla dzieci i dorosłych. Historia obu czarownic odnosi
się do stereotypów w postrzeganiu dobra i zła, jest też pretekstem do podniesienia kwestii
relatywizmu ludzkich zachowań: hipokryzji, braku akceptacji dla odmienności oraz tematów
związanych z przyjaźnią, miłością, władzą i manipulowaniem opinią publiczną. A wszystko
to podane zostało w perfekcyjnej artystycznej formie: wokalnej, choreograficznej i gry
aktorskiej głównych bohaterów.
Po trzygodzinnej strawie duchowej przeszliśmy do mieszczącej się nieopodal
restauracji „Cud Miód” na wspólny obiad, by także i potrzeby ciała zostały zaspokojone.
Warszawę opuściliśmy ok. dwudziestej. Stolica – dosłownie – gorąco nas żegnała,
gdyż pomimo wieczornej pory i schyłku lata temperatura przekraczała 22 stopnie.
Do domów powróciliśmy po północy, ale naprawdę było warto i to co najmniej z
dwóch powodów: po pierwsze – znowu się spotkaliśmy, a po drugie – mieliśmy okazję
doświadczyć sztukę i to sztukę przez duże „S”.
Jacek Judek
Szczególne podziękowanie składamy Koledze Ryszardowi Tyborskiemu, który na wiele
miesięcy wcześniej zamówił bilety na ten tak mocno oblegany spektakl i zorganizował nasz dojazd.
